Ten dawny powiernik Miałam przyjaciela. Miałam. On był tylko na chwilę, na krótki moment się przewinął i odszedł. Wiem, nie można nikogo zmusić do lojalności. Nie da się innych skłonić ani przekonać, by zaprzedali siebie tej drugiej osobie. Przyjaźń jest niezwykła. Przed obcą osobą odkrywamy siebie, swoje lęki, obawy, radości, śmiech i smutki. Przy niej jesteśmy ułomni, lecz jednocześnie mamy siłę, by przetrwać przeciwności. Dlatego utrata kawałka nieba, które widzimy w oczach przyjaciela, tak cholernie boli. Nie boli tak odejście kochanka czy też ból fizyczny. Ale gdy odszedł on, zastygła we mnie część mojej duszy. Nigdy mu nie powiem, jak bardzo mnie zranił, jak bardzo jest mi źle, że nie ma go już przy mnie. Uśmiechnę się, bo to umiem najlepiej, odgarnę włosy, przymrużę oczy i pójdę dalej. Przełknę te wszystkie łzy i pozwolę, abyś kiedyś jeszcze raz przemówił, a ja wysłucham Twych słów.