Ten dawny powiernik Miałam przyjaciela. Miałam. On był tylko na chwilę, na krótki moment się przewinął i odszedł. Wiem, nie można nikogo zmusić do lojalności. Nie da się innych skłonić ani przekonać, by zaprzedali siebie tej drugiej osobie. Przyjaźń jest niezwykła. Przed obcą osobą odkrywamy siebie, swoje lęki, obawy, radości, śmiech i smutki. Przy niej jesteśmy ułomni, lecz jednocześnie mamy siłę, by przetrwać przeciwności. Dlatego utrata kawałka nieba, które widzimy w oczach przyjaciela, tak cholernie boli. Nie boli tak odejście kochanka czy też ból fizyczny. Ale gdy odszedł on, zastygła we mnie część mojej duszy. Nigdy mu nie powiem, jak bardzo mnie zranił, jak bardzo jest mi źle, że nie ma go już przy mnie. Uśmiechnę się, bo to umiem najlepiej, odgarnę włosy, przymrużę oczy i pójdę dalej. Przełknę te wszystkie łzy i pozwolę, abyś kiedyś jeszcze raz przemówił, a ja wysłucham Twych słów.
Kiedy boli dusza Czasem wydaje mi się, że sama dobrowolnie rzucam się na krzyż. Ciągle mi czegoś brakuje lecz nie umiem tego zdefiniować. Nie chcę być samotna, bo to żałosne, ale jestem. Tak bardzo chcę, żeby ktoś mnie usłyszał, ale drzewa są głuche a ludzie obojętni. Tak bardzo chciałabym jeszcze raz mu powiedzieć, jak minął mi dzień, jak bardzo się cieszę, że stoi w drzwiach z uśmiechem na twarzy i błyskiem w oczach. Dał mi tak piękne lata i młodość. A później wyszedł, zamknął drzwi i już nigdy nie wypowiedział mojego imienia. Czy za nim tęsknię? Nie. Tęsknię za moją ostoją, za moim bezpieczeństwem, za moim życiem, gdy byłam szczęśliwa. A co ostało mi się teraz? Moja dusza. Moja cholernie obolała dusza, która wyje, bo nie ma dla niej lekarstwa. Nie wiem, co chcę robić z moim życiem. Uciekam w pracę, bo tylko nad nią mam kontrolę. Tak bardzo chcę mieć w sobie tę radość, z której on mnie ograbił. Zabrał mi tak wiele lecz dał mi jeszcze więcej. Gdyby nie jego występek, nigdy nie...