Kiedy boli dusza
Czasem wydaje mi się, że sama dobrowolnie rzucam się na krzyż. Ciągle mi czegoś brakuje lecz nie umiem tego zdefiniować. Nie chcę być samotna, bo to żałosne, ale jestem. Tak bardzo chcę, żeby ktoś mnie usłyszał, ale drzewa są głuche a ludzie obojętni. Tak bardzo chciałabym jeszcze raz mu powiedzieć, jak minął mi dzień, jak bardzo się cieszę, że stoi w drzwiach z uśmiechem na twarzy i błyskiem w oczach. Dał mi tak piękne lata i młodość. A później wyszedł, zamknął drzwi i już nigdy nie wypowiedział mojego imienia. Czy za nim tęsknię? Nie. Tęsknię za moją ostoją, za moim bezpieczeństwem, za moim życiem, gdy byłam szczęśliwa. A co ostało mi się teraz? Moja dusza. Moja cholernie obolała dusza, która wyje, bo nie ma dla niej lekarstwa. Nie wiem, co chcę robić z moim życiem. Uciekam w pracę, bo tylko nad nią mam kontrolę. Tak bardzo chcę mieć w sobie tę radość, z której on mnie ograbił. Zabrał mi tak wiele lecz dał mi jeszcze więcej. Gdyby nie jego występek, nigdy nie poznałabym swojej siły. A ona jest moją tarczą, moją odpornością i schronieniem przed wszystkimi parszywymi elementami mojej codzienności.
Tak dziwnie jest mi powrócić do punkt sprzed 7 lat. Gdy muszę wszystko powtórzyć od zera, a nie mam już siły o siebie walczyć. Będę iść do przodu i spróbuję złapać trochę słońca, chociaż tak często pada ten cholerny deszcz. I krople dudniące o blachę na strychu. Idę... Kiedy boli dusza, kiedy umysł odchodzi od zmysłów... Idę dalej.
Comments
Post a Comment